Blog

Skóra barwy oliwy, lemongate i nauczyciel-sierota. O researchu w powieści

Bzdury, błędy i nieścisłości – nikt ich nie lubi. I nie ma znaczenia, czy pojawiają się w wiadomościach, ulubionym serialu czy książce, którą bardzo chcesz przeczytać. Pisarz czy scenarzysta powinien zrobić wszystko, aby ich uniknąć – i uniknąć rozczarowania czytelników albo widzów. Wszystko – czyli co?

Na czym polega research i dlaczego jest tak ważny?

Zanim zajmiemy się tym, czym właściwie jest research i do czego służy, zaproponuję Ci zabawę w wymyślanie historii. Powiedzmy, że jestem początkującą autorką – mam pomysł na książkę, niech to będzie powieść w modnym nurcie thrillerów i kryminałów “domestic noir”. Z zawodu jestem nauczycielką matematyki, więc nie posiadam wiedzy teoretycznej z zakresu kryminalistyki, psychologii czy prawa. Zależy mi na tym, aby moja propozycja spotkała się z zainteresowaniem wydawnictwa, któremu prześlę tekst. Jeśli powieść będzie pełna dziur logicznych, błędów i nieścisłości – zostanie bez wahania odrzucona. Co powinnam zrobić, aby tego uniknąć?

Zmieńmy scenariusz. Teraz jestem blogerką, prowadzę hobbystycznie bloga na temat kosmetyków dla mam i dzieci. Mam doświadczenie praktyczne, choć nie jestem dermatologiem, kosmetologiem ani chemikiem. Z okazji nadchodzącej jesieni przygotowuję wpis o tym, jakie kosmetyki do pielęgnacji skóry dla dorosłych i najmłodszych warto wybrać, a jakich nie warto kupować. Zależy mi na tym, by przedstawione informacje były rzetelne. Będzie to wymagało nie tylko zapoznania się z aktualną ofertą producentów, ale również analizą porównawczą składów i omówieniem składników, na które warto zwrócić uwagę przy zakupie.

Zarówno w pierwszym, jak i w drugim scenariuszu powinnam zrobić research.

Po co mi research, skoro to wszystko fikcja?

Wróćmy do scenariusza nr 1, czyli sytuacji, w której jako nauczycielka matematyki wydaję swój pierwszy thriller domestic noir. Niech to będzie historia o tym, jak krzywdzona w dzieciństwie kobieta ucieka przed tragiczną przeszłością, która do niej powraca. Trup ściele się gęsto, jest suspens, mrok i tajemnica. Ciekawy pomysł, prawda? O pomysłach i o tym, jak je analizować pod kątem przyszłego bestsellera przeczytacie w innym wpisie, a tymczasem zajmiemy się moim rękopisem. Sam tekst powieści nie musi być doszlifowany pod względem językowym, bo tym zajmie się redakcja i korekta w wydawnictwie (więcej tutaj). W przeciwieństwie do błędów ortograficznych czy składniowych, które łatwo poprawić, kulejąca fabuła i rażące błędy logiczne wymuszają ogrom poświęconego na ich eliminację czasu. I pracy ze strony osoby, która musi “przeskanować” tekst pod tym kątem. A to się wydawnictwu nie opłaca.

Jeśli na pierwszych kilku czy kilkunastu stronach znajdą się rażące “kwiatki”, na przykład dotyczące powszechnie znanych przeciętnemu obywatelowi przepisów polskiego prawa, redaktor nie będzie marnował czasu na dalszą lekturę. Poza moją propozycją otrzyma zapewne kilkanaście (a może i kilkadziesiąt) innych, więc będzie mieć z czego wybierać. Być może odpisze mi, że wydawnictwo nie jest zainteresowane i podziękuje za kontakt, a może nawet na to nie będzie tracić czasu (niestety to powszechna praktyka…). Jeśli jednak redaktor otrzyma dopracowany tekst, w którym dostrzeże potencjał – mam szansę na dalsze rozmowy z wydawcą.

“Halo, ale to przecież fikcja literacka!” Nie do końca, choć to wygodna wymówka. Co czuł(a)byś, czytając powieść historyczną osadzoną w epoce baroku, w której bohaterowie jedzą żelki i jeżdżą na rowerach? Albo kryminał, w którym zasłużony i odznaczony oficer policji z dwudziestoletnim stażem prowadzi śledztwo w tak nieudolny sposób, że nawet po paru odcinkach “Kryminalnych zagadek Las Vegas” jesteście w stanie wytknąć mu mnóstwo błędów? Albo – to chyba najgorszy scenariusz dla czytelnika – autorka naszpikowałaby rażącymi potknięciami tekst dotyczący dziedziny, w której jesteście ekspertami? O tym mówi Michael J. Sullivan, amerykański autor fantasy w tym wywiadzie [tłum. własne], zapytany o zakres researchu: 

“Wszystko zależy od tego, jak ważny jest konkretny wątek dla całej opowieści. Akcja mojej czwartej książki w ok. 1/4 toczy się na pokładzie statku. Musiałem więc poświęcić sporo czasu na badania nad życiem na morzu, bo nie chciałem napisać czegoś tak głupiego, żeby zaznajomieni z tym tematem czytelnicy przewracali oczyma.”

Sullivan odpowiada przy okazji na pytanie o to, skąd autor ma wiedzieć, w jakich obszarach powinien przeprowadzić gruntowny research? Wszystko zależy od tego, o czym piszecie. W scenariuszu pierwszym na pewno wypadałoby sięgnąć do źródeł z zakresu wspomnianego na początku, a więc kryminologii, prawa karnego, psychologii i psychiatrii. Dobrze byłoby rozeznać się w pracy policji, metodach śledczych czy regulaminach wewnętrznych, aby bohaterowie drugoplanowi zachowywali się zgodnie z obowiązującymi regulaminami i przepisami. Porozmawiać ze znajomymi lub krewnymi z policji, prokuratury, poczytać książki czy fachowe artykuły na ten temat. Jeśli uciekająca przed mroczną przeszłością bohaterka byłaby nauczycielką matematyki – mogłabym wykorzystać własną wiedzę i doświadczenie w budowaniu wiarygodnej postaci. Łącząc je z porządnym researchem, byłabym w stanie oddać wykreowaną rzeczywistość i jej bohaterów w wiarygodny sposób, tworząc tekst spójny i merytorycznie wartościowy. A to szybko przełożyłoby się zarówno na relacje z wydawcą, jak i opinie krytyków oraz czytelników. Oraz zminimalizowałoby ryzyko, że ktoś z nich wytknie mi potknięcie czy błąd logiczny.

Ale co ma do tego oliwa?

W 2021 roku na polskim rynku pojawił się przekład powieści Madeline Miller, nagrodzonej Orange Prize for Fiction, przez wiele tygodni obecnej na liście bestsellerów „New York Timesa“. Książka nosi tytuł “Pieśń o Achillesie” i jest – w dużym skrócie – reinterpretacją czy też nowym ujęciem historii o wojnie trojańskiej, napisanej z perspektywy Patroklosa, ukochanego Achillesa. W jednym z wielu malowniczych opisów tytułowego bohatera, konkretnie w czwartym rozdziale, na stronie 34 polskiego wydania, cytowanego pod wpisem, czytamy: “Obecność Achillesa była jak uwierający kamyk w bucie, nie dało się jej ignorować. Miał skórę w kolorze świeżo wytłoczonej oliwy [podkreślenie moje], gładką jak polerowane drewno, bez strupów i pryszczy, których reszcie z nas nie brakowało.” Do fragmentu dotyczącego odcienia skóry legendarnego herosa odnosi się poniższy komentarz z jednego z forów dla czytelników:

 

Być może większość z nas nie zwróciłaby na to uwagi, ale czytelnik, który wrzucił powyższe zdjęcie, najwyraźniej jest zawodowo związany z branżą oliwną (to jest ten “najgorszy scenariusz”, o którym pisałam wyżej). Taki opis zapewne go rozbawił lub zdenerwował, co potwierdza tekst nad zdjęciem. Cóż, zapewne niewielu z nas miało okazję obserwować proces wytwarzania oliwy, więc szanse na to, że ktoś “przyczepi się” akurat do tego fragmentu były niewielkie. Jednak mem rozszedł się na tyle szerokim echem, że dotarł do autorki powieści, która we wpisie na Twitterze wyjaśniła motywy użycia metafory w następujący sposób:

Dla czytelników nieanglojęzycznych: Miller inspirowała się specyfiką języka, w którym starożytni Grecy opisywali barwy. Według niej nie oddawał on konkretnego odcienia danego koloru, lecz odnosił się do wrażeń odbiorcy, a więc nasycenia, ruchu czy skojarzeń poetyckich. Pozostawiając z boku fakt wiarygodności owego wyjaśnienia (cóż, nie studiowałam antycznej greki – w przeciwieństwie do autorki), warto zrobić research i pamiętać o tym, że nie wszystko można (i nie wszystko warto…) tłumaczyć taką czy inną metaforą.

Sierota czy nauczyciel? Skały czy cytryny?

Podobnych przypadków jest mnóstwo – potknięcia zdarzają się nie tylko początkującym, ale i uznanym autorom. W serii “Jeżycjada” przytrafiło się to Małgorzacie Musierowicz – jeden z bohaterów, Jurek Hajduk, na początku jest sierotą, po czym w “Imieninach” okazuje się, że jedzie do matki, zaś w „Tygrysie i Róży” okazuje się, że to wcale nie jego matka, lecz kogoś zupełnie innego. Autorka tłumaczyła się skrótem myślowym, a redakcja nie wyłapała tego potknięcia.

Z kolei w sadze “Pieśni Lodu i Ognia” Martina pojawił się chochlik, który fandom okrzyknął mianem “Lemongate“. Jedna z bohaterek z rodu Tangaryenów, Danaerys, wspomina dom, w którym dorastała w Braavos z drzewem cytrynowym rosnącym przed wejściem. Tymczasem klimat Braavos opisywany jest w powieści zgoła inaczej (kamienne, zimne, mgliste miasto pozbawione zieleni) niż zapamiętała Dany (pachnące słodkimi olejkami, z drzewami cytrynowymi). Być może autor szykuje w swoich książkach jakieś wytłumaczenie – na co mógłby wskazywać screen odpowiedzi na pytanie fana.

Bez względu na to, czy Martin popełnił tutaj błąd wynikający z przeoczenia lub niewiedzy o tym, w jakim klimacie umieścić drzewa cytrynowe, to jego sytuacja jest o tyle dobra, że saga nie została jeszcze ukończona. W jednej z kolejnych książek może rozwiązać ten wątek wedle własnego uznania, zwłaszcza że ma w zwyczaju śledzić teorie i dyskusje fanów. Warto jednak pamiętać o tym, że jeśli nie uda się domknąć i wyjaśnić wszystkich wątków, co uważniejsi czytelnicy mogą to w końcu wytknąć. Czytelnik z reguły ufa autorowi, że ten wie, o czym pisze, dlatego autor powinien dołożyć wszelkich starań, aby nikt nie poczuł się wprowadzony w błąd podczas lektury. Nawet jeśli ten błąd w rzeczywistości nie jest błędem, lecz mało czytelną wizją artystyczną.

Cytowane wydania: Madeline Miller, Pieśń o Achillesie, tłum. Urszula Szczepańska-Bukowska, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2021. Pieśń Lodu i Ognia wydaje w Polsce Zysk i S-ka. A jeśli lubisz nurt domestic noir albo chcesz się przekonać, czy to coś dla Ciebie – polecam książki Ewy Przydrygi (wyd. Muza).

Author Agnieszka Bukowczan-Rzeszut

Pisarka, redaktorka i tłumaczka z wieloletnim doświadczeniem, związana m.in. z wydawnictwami Astra, Znak, Otwarte. Autorka trzech książek o tematyce historycznej i ponad setki artykułów opublikowanych w mediach tradycyjnych i cyfrowych, m.in. w „Focusie”, „Świecie Wiedzy" czy w serwisie "Medycyna Praktyczna".

More posts by Agnieszka Bukowczan-Rzeszut

© 2016 Symulakra. Theme by: Theme Nectar | Design by Steps Media Team