Jak nie negocjować z freelancerem?

To jeden z najzabawniejszych, a jednocześnie najtrafniejszych klipów ilustrujących patologie panujące nie tylko w relacjach biznesowych, ale również, a może zwłaszcza, w branży freelancerów wszelkiej maści. Do niedawna furorę robiły filmiki z Zachodu, ale ten filmik zrobili Polacy, co ewidentnie świadczy o tym, że u nas również takich zachowań nie brakuje. O jakich patologiach piszę?

Pierwsza sytuacja – wizyta u dentysty. Po zakończonym leczeniu pacjent stwierdza, że dziś zapłaci za jedną plombę, a za drugą – przy kolejnej wizycie. A tak w ogóle to on zapłaci, jak tylko jego klienci mu zapłacą. Skonfundowanej dentystce proponuje nawet rozliczenie w barterze. Ilu właścicieli firm piszących swoim podwykonawcom maile o treści: „Zapłacę Panu/Pani, jak mi zapłacą klienci”, miałoby tupet powiedzieć to samo swojej dentystce?

Sytuacja druga – zakupy w sklepie z obuwiem. Pani kupująca buty najpierw stwierdza, że chciałaby, żeby jej zmniejszyć obcas, bo mąż jest niższy i tak trochę nie pasuje, a gdy w końcu decyduje się na zakup, to stwierdza, że zapłaci w następnym miesiącu. Musi przecież wypróbować model zimowy, a gdy wróci za miesiąc, to przy okazji kupi dwie pary z kolekcji wiosennej. I wtedy zapłaci za wszystkie trzy. Stwierdza, że sklep zyska na tym trzykrotnie, więc chyba sprzedawczyni nie powinna się zastanawiać. Poza tym będzie przecież polecała sklep znajomym. Chciałabym to zobaczyć w sklepie, bo miałam okazję nie raz usłyszeć o takich przypadkach w przypadku wolnych strzelców z różnych branż.

Trzeci przypadek – wizyta w hotelu. Klient chciałby dostać najtańszy pokój i dodatkowo prosi jeszcze o zniżkę, bo krótko śpi i wyjeżdża z samego rana, a poza tym przecież nie będzie oglądał telewizji, a prysznic weźmie szybko i nawet z ręcznika nie skorzysta. A najchętniej to sprawdziłby dwa – trzy pokoje „na próbę” zanim podejmie decyzję. Próbne teksty, próbne tłumaczenia – przecież musimy najpierw sprawdzić Pani/Pana umiejętności, zanim podejmiemy decyzję o współpracy – skąd my znamy tę śpiewkę…

Ostatnia – wizyta w restauracji. Klienci najpierw po przyniesieniu przyrządzonego posiłku chcą, żeby zmienić im danie, a gdy kelner stwierdza, że już na to za późno, zamawiają deser równocześnie zaznaczając, że „w restauracji obok mają desery o połowę tańsze” i życzą sobie obniżki rachunku, żeby „zmieścić się w zakładanym budżecie”. To mnie rozbawiło, przyznam. Typowe tłumaczenie, „my mamy założony budżet”, więc takie wysokie stawki to się nie mieszczą, a tak w ogóle to tamten o tam za rogiem zrobi taniej. Jeśli ktoś, kto zna rynkowe stawki, decyduje się wejść w jakieś relacje biznesowe z doświadczoną, kompetentną osobą, a potem potrafi popisać się takim tekstem, to szkoda czasu na dalsze nerwy.

© 2016 Symulakra. Theme by: Theme Nectar | Design by Steps Media Team