Byle tanio, byle szybko, czyli rynek tłumaczeń w Polsce

Dziś rzucił mi się w oczy artykuł wymownie zatytułowany „Rynek tłumaczeń psują niskie ceny, ale jakość się broni”, będący kompilacją wypowiedzi zawodowych tłumaczy i/lub przedstawicieli biur tłumaczeń działających aktualnie na polskim rynku. Ubolewają oni nad bolączkami trapiącymi branżę i wytykają jej główne wady. Warto zacytować kilka fragmentów:

„Niestety, prawa rynku dyskryminują tłumaczy zawodowych, posiadających wieloletnie doświadczenie. Dla zleceniodawcy liczy się cena i czas, a konkretnie minimalna cena i minimalny czas. Nie ma trudnego tekstu, najtrudniejszy jest wyścig z czasem.”

„Nie dalej jak dzisiaj rano odebrałem telefon, Klient oferował cenę o połowę niższą niż moja standardowa stawka, twierdząc, że moja cena jest za wysoka (mieści się trochę poniżej średniej rynkowej dla danego języka). Nie raz spotykałem się z opinią, że dlaczego tak drogo, gdy np. można to przetłumaczyć Google Translatorem, a ja tylko przybiję pieczątkę, że to zrobił niby tłumacz.”

„Nie trzeba się specjalnie znać na tłumaczeniach, żeby wiedzieć, że dobry tłumacz ma już odpowiednią liczbę zleceń i nie schodzi poniżej pewnego poziomu.”

„Klienci niestety zbyt często kierują się niską ceną. Nie chcą zrozumieć, że dobry tłumacz jest na wagę złota. Dopiero, kiedy zaliczą spektakularną wpadkę po niskich kosztach zmieniają zdanie.”

„Na rynku tłumaczeniowym w Polsce panuje obecnie dość duża konkurencja, co prowadzi do systematycznego obniżania cen. Klienci muszą mieć jednak również świadomość, że niska cena generuje w większości przypadków obniżenie jakości, co może w ostatecznym rozrachunku przełożyć się na niekorzystny wizerunek firmy w oczach kontrahentów.”

„Niestety specyfika tej branży jest taka, że klienci, zleceniodawcy najczęściej nie są w stanie ocenić jakości tłumaczenia, więc o wyborze oferty tłumacza, czy – w przypadku przetargów – biura tłumaczeń, decyduje kryterium, które łatwo ocenić – stawka. Dzieje się tak zresztą z dużą szkodą zarówno dla doświadczonych i rzetelnych tłumaczy, jak i dla zleceniodawców, bo biura tłumaczeń bardzo zaniżają stawki na potrzeby przetargów, zdarza się nawet, że poniżej granicy opłacalności. W rezultacie zleceniodawca otrzymuje tłumaczenie fatalnej jakości wykonane przez początkujących bądź niedbałych tłumaczy za śmieszną cenę.”

Powyższe cytaty dobitnie ilustrują niepokojące zjawisko, jakim jest dumping cenowy w branży tłumaczeniowej. Z jednej strony mamy desperacką walkę o klienta, w której głównym (i najwyraźniej jedynym) orężem jest cena, z drugiej – zdezorientowanego klienta, który nie ma pojęcia ani o realiach branży, ani o faktycznej wartości pracy tłumacza, za to liczą się dla niego dwie rzeczy: cena i czas. Często nie weryfikuje oferenta, nie pyta ani o doświadczenie, ani o referencje, lecz decyduje się na ofertę, skuszony wizją błyskawicznie i tanio wykonanego tłumaczenia. Efektem bywa tragicznie niska jakość wykonania, nierzadko wprost skopiowanego z internetowych narzędzi tłumaczących. I szczerze powiem, że w takich przypadkach „kontrahenci” są nawzajem siebie warci, bo zgodnie z polskim porzekadłem chytry dwa razy traci.

Nie da się uniknąć sytuacji, w których niekompetentne i nieuczciwe osoby będą psuć rynek, ani takich, w których uważający się za wyjątkowo sprytnych i oszczędnych będą chcieli ubić interes życia ryzykując narażenie swojego biznesu na pośmiewisko, problemy urzędowe lub zawodowe, a nawet znacznie poważniejsze kłopoty, jeśli powierzą niekompetentnej osobie tłumaczenie medyczne, techniczne lub prawnicze. Można jednak mówić o tym zjawisku głośno, piętnować je i edukować społeczeństwo (oraz branżę) w zakresie tego, jak powinna wyglądać usługa tłumaczenia od momentu złożenia oferty, poprzez proces negocjacji, do czasu jej finalizacji i płatności. Potencjalni usługobiorcy powinni mieć świadomość, że wysokiej jakości tłumaczenie jest usługą specjalistyczną i musi mieć swoją cenę, że doświadczeni i kompetentni tłumacze latami budują swoją pozycję i renomę nie po to, żeby słyszeć: „Ale czemu tak drogo?”, „A biuro XY powiedziało mi 30% taniej….”, „A w zeszłym roku było jakoś mniej…” Tłumaczenie jest pracą żmudną i wymagającą, toteż zlecenia tego typu, zwłaszcza te obszerniejsze i bardziej skomplikowane, nie są zleceniami do zrobienia w przerwach, w wolnym czasie, „nad kanapką”, więc wymaganie możliwie jak najkrótszego terminu wykonania może wiązać się z ryzykiem obniżenia jakości – warto o tym pamiętać. Im dłuższy termin wykonania, tym więcej czasu dla tłumacza, tym więcej czasu na poprawki, korekty, sprawdzenie efektu końcowego. Nierealne terminy „na już”, „na wczoraj”, tak częste w branży, to zmora każdego tłumacza. Niestety rzadko kiedy idą za nimi bonusy finansowe, które powinny być nieodłącznym elementem takich zleceń. Trudno jednak oczekiwać od tłumaczy, aby w tak zdominowanej przez konkurencję branży windowali stawki. Nie najemy się ani pozycją, ani renomą.

© 2016 Symulakra. Theme by: Theme Nectar | Design by Steps Media Team